muzeum radom bip
20 lat mazowsze

Mirosław Kołsut 1962 – 2009. Rzeźba i rysunki

Muzeum Sztuki Współczesnej - Oddział Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu wystawa czynna od 12 marca do 4 kwietnia 2010 r.

rojekt zrealizowany we współpracy Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu i Mazowieckiego Centrum Sztuki Współczesnej "Elektrownia" w Radomiu

 

 

 

 

 

Organizatorzy dziękują rodzinie artysty za udostępnienie dzieł i dokumentacji

   

     Mirek Kołsut był i pozostanie w mojej pamięci artystą, dla którego twórczość i sztuka stale urastały do rangi sacrum. Na ogół wyciszony, zamyślony, kiedy zaczynał rozmawiać o malarstwie, rzeźbie, muzyce czy filmie, uwalniał i angażował do swoich wypowiedzi skrajne emocje. Pomrukiwania, szybko mijające stany wzburzenia, ekspresyjne gesty podkreślające jego pasję, automatycznie odpalane papierosy, wszystko to mimowolnie nabierało charakteru swoistego teatru jednego aktora. Gdy miał do tego przekonanie, wszystko czego się podejmował pochłaniało go bez reszty. Emocje łączyły Mirka z materiałem, procesem i efektem pracy. W Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, z którym związał się na całe życie, aranżował i realizował wspaniałe wystawy, był jednak przede wszystkim rzeźbiarzem. Twórcą, swoistą więzią zintegrowanym z dziełem począwszy od etapu poszukiwania materiału. Nie lubił rzeźbić w zwykłych, pozbawionych „charakteru", drewnianych klockach. Portrety wybitnych artystów, często powtarzany motyw Ikara, figury okaleczonych, przerażonych i skrzywdzonych ludzi, akty kobiet, uwalniał z wyszukanych kawałków drewna. Nadpalone ogniem, roztrzaskane mrozem, wichurą lub piorunem, wypłukane przez rzekę, nosiły w sobie już jakąś historię, dramat angażujący i rozpalający wyobraźnię Mirka do dalszych poszukiwań ostatecznej formy. Cięte dłutem, siekierą, surowe i chropowate, miejscami dla efektu wygładzone i polichromowane, odzwierciedlały charakter wydobywanych postaci, ale kto wie, czy nie równie mocno osobowość samego artysty. Portrety mistrzów, często balansujące na granicy weryzmu i karykatury, w dorobku Mirka Kołsuta należą niewątpliwie do grona prac najciekawszych i dojrzałych. Syntetyczne, czasem zredukowane do minimum potrzebnego dla ich identyfikacji, indywidualne w swoim charakterze, okazjonalnie zabarwione iskierką humoru lub groteski, z łatwością pozwalają rozpoznać inspirujące rzeźbiarza pierwowzory. Wizerunki Vincenta van Gogha, Ludwiqa van Beethovena, Franza Kafki, Tadeusza Kantora, Michała Anioła Buonarrotiego, Vita Stwosza i innych, także bohaterów negatywnych jak chociażby Grigorij Rasputin, zwracają na siebie uwagę sposobem wykonania, uchwyceniem cech fizycznych i charakteru postaci. Wybranych artystów portretował kilkakrotnie, szukał rozwiązania, które najpełniej oddałoby Mirka o nich wyobrażenie. Proces rzeźbiarski rozpoczynał od czytania książek biograficznych, oglądania ilustracji, filmów, słuchając muzyki. O tym, co wykluje się w jego domowej pracowni informowały szkice koncepcyjne porozrzucane w muzealnym dziale plastycznym. W chwilach wolnych od pracy, siedział przy swoim stoliku, myślał, rysował i palił..., szkicował na wszystkim, co akurat miał pod ręką. Równolegle z portretami, wielokrotnie wracał do motywu Ikara. Temat absorbował go głównie ze względów formalnych, myślę, że także z powodów osobistych. Tak, jak Ikar miał marzenia, stale próbował odfrunąć od szarej, nużącej rzeczywistości. Idealizowany przez Mirka świat, często jednak „odwdzięczał" mu się podcięciem skrzydeł. Otoczony przez ludzi, pozostawał w gruncie rzeczy człowiekiem samotnym. Z uporem Pigmaliona szukał na swój sposób ideału Galatei... Czy rzeźba przedstawiająca postacie Don Kichota i jego giermka także dotyczy wątków autobiograficznych?

 

 

W 2001 roku na III Triennale Autoportretu Mirek wystawił własny wizerunek. Kilka lat później, kiedy rzeźbę widziałem po raz kolejny, była poważnie uszkodzona, pozbawiona niemal połowy twarzy. Portret, choć dramatycznie okaleczony, wyglądał nadal dostojnie, paradoksalnie może właśnie teraz stał się bardziej prawdziwy, odzwierciedlający osobowość oraz rozterki tego wrażliwego artysty.

Mariusz Jończy MCSW Elektrownia

Mirosław Kołsut urodził się w 1962 r. w Radomiu. W latach 1977-1982 uczęszczał do kieleckiego Liceum Sztuk Plastycznych. Pomimo prób nie udało mu się podjąć i ukończyć studiów plastycznych. Kilka miesięcy pracował w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. W1983 r. rozpoczął pracę w Muzeum Okręgowym, obecnym Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Wiele lat pełnił funkcję kierownika pracowni plastycznej. Zajmując się aranżacją i realizacją wystaw, współpracował min. z Wowo Bielickim, Krzysztofem Burnatowiczem, Jerzym Kaliną i Janem Kosińskim. Aranżował min. wystawy: „Rasie tajemnice" (1989), „Radomski Czerwiec" (1991), „Tatry" (1995), „Mitologia Malczewskiego" (1996), „Józef Brandt - uczniowie i przyjaciele" (1998), „To ci śliczności. Impresje z Chłopów Władysława Reymonta (2000), „Talent, pasja, intuicja II" (2005), „Malarstwo Romana Kochanowskiego" (2007), „Lwów 1918. Dwie legendy" (2008). W 1997 r. na podstawie przedstawionych komisji rzeźb, został przyjęty do ZPAR Uprawiał przede wszystkim rzeźbiarstwo, we wcześniejszym okresie także malarstwo. Rysunek wykorzystywał głównie jako technikę pomocniczą w realizacjach rzeźbiarskich. W swojej twórczości eksponował cechy ekspresjonizmu. W dorobku ma kilka wystaw indywidualnych (Radom, Kozienice, Pionki), chętnie uczestniczył w wystawach zbiorowych. Otrzymał kilka nagród i wyróżnień. Zmarł w 2009 r. Jego rzeźby znajdują się w wielu kolekcjach prywatnych.

 

Wystawa czynna będzie do 12 kwietnia 2010 r.

tło e-riders motocykle